23:21

24-11-04 (notka o charakterze personalnym)

Szczękając z zimna na tylnym siedzeniu policyjnej skody, spięty kajdankami rozważałem wykorzystanie tegoż gadżetu do moich miłosnych eksploracji, kiedy wąsaty policjant kwestionował moje pretensjonalne niepolskie prawo jazdy oraz wskazywał na fakt niemania na szybie nalepionej nalepki.

Czas płynął miarowo pomiędzy szemraniem psiarskiego radia i noc zapowiadała się wspaniale - z perspektywą 48 w pasiaku z racji niezatrzymania się przed machającym palantem, który okazał się być policjantem bez czapki - fantazjowałem szczękając zębami a także rozważałem inne ciekawe historie mojego życia.

Ci, z którymi wódkę piłem, znają moją kartotekę i wiedzą że Jacek Alias Versus aniołkiem nie jest. Przeżyłem w swoim życiu wiele, poniekąd odkąd będąc 16 latkiem policja znalazła u mnie tekturową makietę bomby skleconej naprędce na potrzeby happeningu, zostałem skatalogowany jako niedoszły terrorysta.Trafiłem też omyłkowo do hurtowni bananów, pełnej dziwnych łysych misiaczków, którą potem reklamowano w dzienniku jako niezłą fabrykę koczki, cudem unikając śmierci, jaka czeka w takich przypadkach zagubioną bananową młodzież.

Pędziłem przez miasto czarnym transamericanem, kiedy pijany Tomasz Ch., wbrew mojej woli postawił na dachu "cholera-wie-skąd" policyjną szklanę i dowcip ten bynajmniej nie spodobał się chłopakom z wrocławskiego UOPu.

Przeżyłem skok z mostu, kaca po winie marki "KARO", napad z bronią w ręku i maturę z Busiem, dachowanie w maluchu i uliczne zamieszki, eksplozję tostera i nieuczciwych wspólników, a także atak os, plagę szczurów i pryszczatych hackerów.

Przypadkiem wkręciłem się do siedziby rządu i do konwoju z Papieżem - chwała Bogu, że Bogu dzięki, bo gdyby nie daj Bóg to Boże uchowaj, a wszystko to, bo zawsze za dużo myślę.

Chociaż fakt, że w centrum miasta nikt nie macha "na stopa", tym razem nie wpływał korzystnie na moje zeznania.

Przez te wszystkie lata minuty sekundy zachowałem krew zimną niczym polska wódka za kręgiem polarnym - no, może raz puściły mi nerwy pewnego wieczora gdy padał deszcz, ale to było echo zwielokrotnionej kumulacji krzyżowych napięć pogłębione przez warunki atmosferyczne.

Myli się ten, komu zdaje się, że potrafi kontrolować swoje życie. Ja zawsze chciałem być artystą, a teraz wychodzi na to że jestem gangsterem, nawet mam BMW i zaczynam łysieć.

Z bycia artystą pozostały mi wspomnienia, gitara oraz umiejętność improwizacji, którą to obecnie oceniam najwyżej w kategorii cech niezbędnych do przetrwania w powikłanej dżungli współczesnej cywilizacji. Ot właśnie IMPROWIZACJA jest tym, dzięki czemu możemy wyzwolić się tak jak Chopin albo Mickiewicz, syntezując niuanse, patterny, ścieżki i wzorce, tkając misterną całość, jaką jest nasze życie. Niczym Miles Davis komponujemy własne 5 minut, które jak melodia zostanie zapamiętane przez wieki, lub też utonie w oceanie otaczającego nas niezrozumiałego chaosu i zgiełku.

Podświadomy twórczy proces syntezy bodźców i odległych faktów - reakcja chemiczna, której rezultatem jest błyskawiczne działanie. To samo które pozwala nam jeździć na rolkach po ciemku, używać właściwych słów we właściwym momencie, a kotu zawsze spadać na cztery łapy, jeżeli tylko odchłań będzie mieć dno.

"Kłamiesz synu jak z nut" - obrażający Chopina i Milesa psiarski głos przerwał me galopujące rozważania, obwieszczając wysokość niezasłużonej kary, przemnożonej poprzez poirytowanie ze względu na brak. Brak narkotyków, broni palnej jak również nalepki, po prostu dziury w całym brak, quasi-brak, trupa w bagażniku też nie stwierdzono. I tym razem sprawa nie trafi do sądu lecz do lamusa. Po raz kolejny jestem niewinny !!!

Jedno jest pewne w tym moim życiu - nudne na pewno nie jest. I jeżeli kiedyś uda mi się wydać te wszystkie historie jako książkę, może w końcu pospłacam mandaty :)

0 Comments:

Komentarze na Facebooku